
Żegnam życie, które znałam
5 sierpnia 2026 • 9 min to read
Ostatnie miesiące były pełne pożegnań - z rzeczami, miejscami, ludźmi, pracą i częścią siebie, którą byłam gotowa zostawić za sobą. To był czas pełen emocji, strachu, ale też ulgi i wolności. Pozbywając się tego, co znane, robiłam przestrzeń na nieznane i marzenie, które od dawna czekało w moim sercu. To historia o zamykaniu jednego rozdziału i odwadze, by rozpocząć kolejny.
Spis treści
Pożegnanie z rzeczami
Ostatnie miesiące były pełne pożegnań na wielu płaszczyznach. Pożegnałam się z większością tego, co posiadałam. Szczerze mówiąc muszę się pozbyć jeszcze wielu. Myślałam, że jestem minimalistką, która nie gromadzi zbyt wiele. Okazało się, że sama byłam zaskoczona tym, ile rzeczy miałam. Jest jednak coś, co bardziej mnie zaskoczyło. Z każdą kolejną rzeczą, którą sprzedawałam bądź oddawałam, czułam, jakbym pozbywała się jakiejś części mnie. Nie zrozum mnie źle - czułam ulgę, ale równocześnie towarzyszyło mi przerażenie. To był moment, w którym zaczęłam myśleć: “To się dzieje naprawdę. W pewien sposób zostawiam tę część siebie za sobą”.
Pożegnałam się z mieszkaniem, które wynajmowałam. Wiem, że to tylko mieszkanie, ale to było miejsce, w którym zaczęłam “żyć” na nowo. To mieszkanie pamięta ludzi, dzięki którym mogłam się śmiać, kochać, ale też tych, przez których płakałam. To było moje gniazdko, w którym mogłam razem z Cookiem ukryć się przed światem kiedy tego potrzebowałam. Mogłam też otworzyć drzwi dla ludzi, którzy sprawili, że moje życie było bardziej ekscytujące i miało więcej kolorów. Urządziłam to mieszkanie miłością, otaczając się zdjęciami ludzi, których kocham. To tam pozwoliłam sobie świętować te małe momenty w życiu - zapach choinki w okresie Bożego Narodzenia (swoją drogą była w moim mieszkaniu razem z przytulnymi światełkami przez miesiące), smak i zapach mojej porannej kawy, śmiech moich przyjaciół, kiedy lepiliśmy pierogi w mojej małej kuchni. Te wszystkie momenty, kiedy siedziałam na kanapie pod kocem i obserwowałam Cookiego, który spał, albo robił coś śmiesznego.
To miejsce pamięta ludzi z całego świata, którzy wnieśli do mojego życia trochę słońca, nauczyli mnie czegoś o swojej kulturze, opowiadali swoje historie życia i słuchali moich. Przynieśli ze sobą miłość i sprawili, że moje serce rosło.
Mieszkanie pamięta także te smutne momenty w moim życiu - łzy i walkę o to, żeby nie zgubić samej siebie. Te wszystkie momenty rozczarowania i strachu. Strachu, że miłość już nie istnieje.
Nie tylko pożegnałam to miejsce, ale także przygotowałam je dla kolejnej osoby, która stworzy tam swoje miejsce. Kiedy malowałam ściany czułam jakbym mówiła mieszkaniu: “Ten rozdział już jest skończony. Był piękny, ale czas przygotować energię dla kolejnej osoby, która wniesie tu swoje życie.” Byłam zaskoczona tym, jak bardzo przyjemne jest malowanie ścian (Ale nie sufitów! O nie!).
Pożegnanie z pracą z dziećmi
Pożegnanie z rzeczami nie było największym wyzwaniem.
Kolejnym krokiem było powiedzenie “do widzenia” mojej “karierze”. To nie pierwsza taka sytuacja w moim życiu, ponieważ kilka razy zmieniałam już swoją ścieżkę zawodową. Ale tym razem jest inaczej. Wiem, co zostawiam, ale nie mam pojęcia, co jest przede mną.
Pożegnałam się zatem z jogą dla dzieci. Oczywiście jest możliwość, że będę uczyć dzieci jogi w przyszłości, ale była to duża część mnie. To nie była tylko praca, ale misja, aby zmienić życie tych dzieci na lepsze. Nie uczyłam ich tylko jogi. Moim celem było nauczyć ich, jak obserwować swoje ciało, zauważać napięcie i towarzyszące mu emocje. Chciałam nauczyć ich, jak oddychać i jak “po prostu być tu i teraz”. W ten sposób chciałam przyczynić się do stworzenia społeczeństwa, które będzie bardziej uważne i lepiej poradzi sobie w świecie pełnym rozproszeń. Czy udało mi się to osiągnąć? Nie wiem. Wiem tylko, że zmieniłam życie kilku dzieci na lepsze.
Ten projekt był dla mnie na tyle cenny, że nie mogłam pozostawić moich uczniów bez możliwości kontynuowania praktyki jogi. Znalazłam dla nich nową nauczycielkę, z którą mogą kontynuować swoją przygodę z jogą. Czuję się, jakbym w ten sposób oddawała część siebie, ale wiem, że zrobiłam to po to, aby ten projekt mógł być nadal realizowany. Jestem pewna, że moi uczniowie są w dobrych rękach i Magda o nich zadba.
Kiedy myślę o pożegnaniu z uczniami, którzy ćwiczyli ze mną przez te lata, wciąż mam łzy w oczach. Od jednej uczennicy dostałam drewnianą ręcznie robioną figurkę z postacią ćwiczącą jogę. To będzie zdecydowanie mój totem na czas podróży.
Kolejną dużą częścią mojego życia przez ostatnie lata była praca w szkole. Wiem, że to “tylko praca”, ale dla mnie to nie była nigdy tylko praca. Zostawiłam moją “karierę” w IT, aby wrócić do szkoły, bo miałam ogromne pragnienie, aby zrobić coś, co będzie miało znaczenie. Miałam misję, aby pomóc kształtować lepsze przyszłe społeczeństwo. I wydaje mi się, że udało mi się to zrobić. Te lata w szkole były pełne różnorodnych doświadczeń. Było wiele wspaniałych momentów, kiedy mogłam obserwować, jak moi uczniowie się rozwijają. Nie potrzebowałam nic więcej.
Kiedy zaczynałam tę pracę, przyświecała mi jedna myśl: jeśli uda mi się wnieść światło w życie przynajmniej jednego ucznia (pomóc mu się rozwinąć, być bardziej pewnym, odkryć talenty, które ma), to wystarczy. W tym miejscu chcę się zatrzymać, aby wspomnieć kogoś, kto zainspirował mnie do tego, abym została nauczycielką. Była to moja nauczycielka języka polskiego z podstawówki - Pani Renia. Była to pierwsza osoba w moim życiu, która zobaczyła moje światło i pomogła mi je dostrzec. Jestem i będę jej za to wdzięczna do końca mojego życia, bo zmieniła moje życie na lepsze. Uwierzyła we mnie i dzięki niej nauczyłam się wierzyć w siebie.
Wspomniałam o niej, ponieważ idąc do szkoły miałam dokładnie ten obraz w swojej głowie. Myślałam: jeśli będę mogła być Panią Renią dla przynajmniej jednego dziecka i zmienię jego życie na lepsze, to wystarczy.
Pracę w szkole zaczęłam jako nauczycielka świetlicy. Potem uczyłam języka angielskiego w edukacji wczesnoszkolnej. Ale moim celem było uczenie czegoś więcej niż sam język angielski.Chciałam nauczyć moich uczniów, jak odkrywać swoje mocne strony, komunikować się ze sobą, współpracować i rozwiązywać konflikty. Pragnęłam ich zainspirować do myślenia poza schematem. Czy byłam perfekcyjną nauczycielką? Oczywiście, że nie. Wciąż uczyłam się i odkrywałam różne sposoby komunikacji i pracy z moimi uczniami.
EduScrum był ważną częścią mojej pracy nauczycielskiej. Używałam wartości i zasad eduScruma, dostosowując je do potrzeb moich uczniów. W tym samym czasie współpracowałam z cudowną Martą i Pauliną, organizując warsztaty i dzieląc się wiedzą na temat edukacji. Nie mówię “do widzenia” edukacji, ale w pewien sposób wciskam przycisk „pauza”, aby odkryć nieco więcej o sobie i o otaczającym mnie świecie.
Pożegnanie z pracą z dziećmi
Napisałam sporo o mojej karierze, ale to było coś więcej. Szkoła to dla mnie przede wszystkim ludzie: uczniowie, nauczyciele, rodzice, pracownicy szkoły. Przez te lata zdałam sobie sprawę, jak ważne jest dla mnie, aby w pracy być otoczoną ludźmi. Jestem w stanie pracować na swoim laptopie przez chwilę, ale prawdziwy kontakt twarzą w twarz to coś, czego nie jestem w stanie zastąpić niczym innym.
Edukacja wczesnoszkolna ma swoje plusy i wyzwania. Największą zaletą jest autentyczny kontakt - uśmiech dziecka, przytulenie i te poważne pytania, przez które nie możesz się przestać śmiać. Te same rzeczy mogą być jednak wyzwaniem, kiedy jesteśmy fizycznie zmęczeni i przebodźcowani. To, co chcę zachować w swoim sercu z tego doświadczenia, to poczucie, że mogłam towarzyszyć im w ich rozwoju. Jestem wdzięczna za każdego ucznia i uczennicę - także za tych, którzy czasami sprawiali, że moje życie było piekłem. To dzięki tym uczniom zdałam sobie sprawę jak ważne jest obserwowanie człowieka bez osądzania. Bo zachowanie człowieka, nigdy nie jest “tylko tym”. Za każdym zachowaniem kryje się historia, której nie znamy. To, co widzimy, jest tylko rezultatem wielu zdarzeń. Pożegnanie tych wszystkich małych ludzi było dla mnie bardzo emocjonalne, ale też piękne. Już za nimi tęsknię!
Bardzo ciekawe było także budowanie relacji z ich rodzicami. Muszę przyznać, że przez te lata ciężko pracowałam na to, żebyśmy rzeczywiście współpracowali i czuli, że jesteśmy po tej samej stronie barykady. Było warto! Te wszystkie słowa rodziców o tym, jak zmieniłam życie ich dzieci, zostaną ze mną na zawsze. To są te momenty, kiedy można powiedzieć szczerze: “Jestem szczęśliwa i dumna”. Ale nie byłam dumna tylko z siebie i moich uczniów. Wiedziałam, że ten wysiłek był pracą wielu rąk - uczniów, rodziców, innych nauczycieli i pracowników szkoły. Jedna mama przesłała mi piękną piosenkę: “Chwytaj dzień” (swoją drogą, słucham jej teraz) i ta piosenka będzie mi towarzyszyć w moich przyszłych przygodach.
Czas najwyższy wspomnieć ludzi, bez których nie mogłabym się rozwijać i cieszyć czasem w szkole - nauczycieli i wszystkich pracowników szkoły. Wciąż pamiętam ten moment podczas rozmowy o pracę z Panią Dyrektor. Już wtedy wiedziałam, że to właściwe miejsce dla mnie. Nauczyciele w tej szkole to nie “tylko” nauczyciele. Spotkałam tam tyle osób z otwartymi sercami, które wspierały mnie i pomagały mi w mojej pracy. Inspirowali mnie swoim sposobem komunikowania się z uczniami oraz tym, ile miłości i wysiłku wkładali w swoją pracę.
Praca nauczyciela jest jedną z najgorzej opłacanych i najbardziej niedocenianych profesji w Polsce, ale ma ogromne znaczenie. Wszyscy nauczyciele i pracownicy szkoły, którzy to czytacie - chcę, abyście wiedzieli, że robicie wspaniałą robotę i jestem niesamowicie wdzięczna, że pojawiliście się w moim życiu. Będę Was pamiętać i cieszę się, że moi uczniowie zostają w Waszych rękach!
Kończąc ten rozdział pożegnań z ludźmi - nie pożegnałam się w pełni z Polską, ponieważ oficjalnie zaczynam moją podróż w październiku. Jeśli więc to czytasz i jeszcze nie widzieliśmy się na kawie, to wkrótce się do Ciebie odezwę!
Pożegnanie ze sobą
Ostatnią osobą, z którą się pożegnałam, byłam ja sama. Pożegnałam się z Renią, która mieszkała w Krakowie od czasów studiów. Tak, opuściłam go na 5 lat, żeby mieszkać w Australii, ale Kraków wciąż był ogromną częścią mojego życia. Zatem zostawiam za sobą część siebie, która przez te lata bardzo się zmieniła. Część mnie, która zmieniła karierę, miała kilkakrotnie złamane serce, straciła przyjaciół, ale też zyskała nowych. Zostawiam część mnie, która robiła rzeczy dla innych albo pod wpływem innych. Nie oznacza to, że będę się skupiać tylko na sobie. To nie o to chodzi. Ale chcę w końcu w pełni słuchać siebie i swoich potrzeb — teraz i już do końca mojego życia. I to oznacza spełnianie marzenia, które czekało w moim sercu od dawna.
Po tych wszystkich pożegnaniach spakowałam razem z Cookiem cały mój dobytek. I w ten oto sposób rozpoczęliśmy nowy rozdział życia.
Chcesz wiedzieć, co wydarzyło się dalej? Zostań ze mną. Opowiem Ci wkrótce.
Chcesz dowiedzieć się więcej na temat edukacji?
Zapisz się na Newsletter i dołącz do społeczności Let's Scrum it!
